Dramatycznie

Rapsod dla krowy (Dialog/9/92)

thumb.php

Córka myśliwego
Prawa: www.pangapank.com

Fragmenty dramatu wykorzystano w spektaklu Zawiadamiamy was, że żyjemy. Dubbing 44, w reżyserii Marcina Libera. Muzeum Powstania Warszawskiego
2009

Fragment:

„Dziesięć razy serce, dwa usta”

„Na lekcji wychowania obywatelskiego zawsze udawałam trupa. Lubiłam to. Zamykałam oczy i czułam na sobie ciepłe dłonie pana nauczyciela. Te dłonie były zupełnie inne niż dłonie mojego ojca. Były większe i cieplejsze. Zagarniały moje ciało i delikatnie układały mnie w pozycję boczną ustaloną. Czułam spokój. Dzieci z klasy stały wokół mnie oddzielone niewidzialną granicą moich zamkniętych oczu. Stopniowo przestawałam je słyszeć i czułam, że moje ciało staje się bezładne i ciche.
Ciche.
Cichutkie.
Cichuteńkie.
Cichnące.
Ściszone.
Zgaszone.
Zamknięte.
Ale pan nauczyciel zawsze mnie ratował. Za każdym razem. Przykładał do mojej tętnicy szyjnej gruby zwój bandaża i hamował śmiertelny krwotok. Nastawiał kręgosłup, wyławiał mnie z dna jeziora, ratował z katastrofy kolejowej, samochodowej i lotniczej. Ale najgorszy był masaż serca. Dziesięć razy klatka, dwa usta, znowu klatka, usta, i znowu klatka i usta, i jeszcze raz klatka i usta. A potem cała klasa. I znowu dziesięć razy klatka, dwa usta, dziesięć razy serce, dwa usta i jeszcze: dziesięć razy serce, dwa usta, i znowu dziesięć razy serce. A potem już tylko usta. I w końcu pan nauczyciel mówił: to już koniec zajęć. Musiałam wstać, podnieść się i usiąść w ławce i notować, i uważać, i iść na kolejną lekcje, a potem wrócić do domu, odrobić lekcje, zjeść kolację, pobawić się z psem, umyć się, położyć i zasnąć. Ale mnie tam wcale nie było. To nie byłam ja. To nie byłam ta ja.
Ja byłam tam.
Leżałam tam. Na zwyczajnym zielonym linoleum w ósemce.
Tam.
Tylko tam.
Mam małe ciało bez piersi.
Tam.
Mam krótkie włosy.
Tam.
Jestem szczęśliwa.
Tam.
Jest cicho.
Tam.
Nikogo nie ma.
Tam.
Jestem martwa.
Tam.
I jest mi dobrze.
Tam.
I jestem tam.
Na zawsze.
Tam. ”

Imperium
Prawa: www.agencjadramatu.pl

Fragment:

„Komentator:
Gdybyście zajrzały teraz do łazienki, zobaczycie kobietę, która odbyła właśnie tzw. stosunek płciowy. Lena jak każda kobieta wyciera uda z substancji, wiecie jakiej. Czy był to stosunek na życzenie czy na żądanie? W tym pokoju nie ma życzeń ani żądań. Są rozporządzenia. Ciało jest przedmiotem wymiany towarowej. Każdy towar podlega takim samym prawom: przede wszystkim zużywa się. Tak jak butelka mleka, puszka z colą czy modna sukienka. Lena jest wprawdzie żywym towarem. Ale czy to coś zmienia? Istota wymiany towarowej czyli handlu zostaje zachowana. Warto o tym pamiętać…”

Helena_S

Portret Heleny

Dramat powstał w ramach projektu Teren Warszawa.

Wystawiony przez TR jako „Helena S.”
Reżyseria: Aleksandra Konieczna
Warszawa 2006

Koniec świata w Dębkach
Prawa: www.agencjadramatu.pl
Dramat zakwalifikowany do półfinału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej

Fragment:

„Kobieta: Czy słowa nie powinny być dodatkiem do wyrazu naszych twarzy? A może nie umiemy już wzajemnie odczytywać podstawowych emocji: strachu, szczęścia, lęku, przerażenia? Nasze twarze powoli stają się wygładzone, jak maseczki z gabinetów kosmetycznych, które idealnie wypełniają wszystkie płycizny, wszystkie nierówności: płasko, młodo, bez mimiki. Jak właściwie pokazać, że jest się smutnym, a jak, że przygnębionym? Co zrobić jeśli nawet najbliższa osoba nie umie odczytać z mojej twarzy prawdziwych emocji? Kiedyś taka scena wyglądałaby zupełnie inaczej: on spojrzałby na mnie i od razu wyczytałby z mojej twarzy, że coś się zmieniło, że stało się coś złego, coś nieodwracalnego… Zostają nam tylko komunikaty i dlatego musimy o nich ciągle opowiadać, wciąż, i wciąż od nowa powtarzać: „Czuję, że” „wydaje mi się jakby”, „wyglądam jak”… Współczesne twarze są wyprane z wszelkiej subtelności: gdzie jest miejsce na rumieniec wstydu, na grymas niezadowolenia, na zachmurzone czoło? Tak zwany „wyraz twarzy” ustalił się, okrzepł i zastygł: wszelka mimika jest przecież niewskazana, bo od tego robią się tylko zmarszczki…Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam twarz pooraną bruzdami, twarz mizerną, ospowatą, albo rozognioną.
Ale kiedy patrzę w jego twarz, mam wrażenie, że jeszcze potrafię dostrzec w niej resztki człowieczeństwa, że wciąż widzę tlący się na jej powierzchni smutek, błąkające się emocje. Wiem jak bardzo o n stara się przeniknąć moją twarz, ale jemu już się to nie udaje…

Pauza

Dlatego zostają nam te niedoskonałe słowa, zawsze uwikłane w związki frazeologiczne, których szczerze nienawidzę, i od których tak trudno mi uciec… Mój język wysycha, staje się coraz mniej zasobny w słowa jak rzeka, która przez lata wypłukiwała z dna koryta cenne minerały… Nie potrafię oderwać się od codziennego grzebania w ciemnozielonym mule, który powoli osadza się na dnie. Grzęznę coraz głębiej i czuję, jak wszystkie słowa, które we mnie zostały, obrastają szlamem i zamieniają się powoli w dryfujące pod wodą wraki…Właściwe słowa, na właściwym miejscu są jak ludzie: zawsze na czas, zawsze w porę. Moje słowa rozbijają się o brzeg. Nie mają siły przebicia, tak samo jak moja twarz, która jest zbyt subtelna, żeby ktokolwiek zdołał rozpoznać jej właściwy koloryt…”

Reklamy