Smutek po Joy

3490261628_471a3576eaŚwietny przepis na dobre, współczesne kino obyczajowe sprzedał na 9ENH reżyserski duet z Irlandii Christine Molloy i Joe Lawlor. Ich film Helen opowiada dość prostą historię: dziewczyna z klasy maturalnej wygrywa casting na zagranie w wizji lokalnej koleżanki z równoległej klasy o imieniu Joy (Radość, Szczęście). Joy znika w podmiejskim lesie i już nie wraca. Zostaje po niej zbiór rozsypanych rekwizytów: maskara podkradziona mamie, kolorowy zeszyt, torba i żółta, skórzana kurtka, która jeszcze kilka dni od zaginięcia trzyma zapach właścicielki. Kurtkę dostaje w ramach przygotowań do wizji lokalnej tytułowa Helen.
Helen jest niezbyt ładna, zamknięta w sobie, dorabia w luksusowym hotelu jako pokojówka, kiepsko się uczy i jest z domu dziecka. Na szczęście ta historia nie przeradza się w rzewną opowieść o cieżkim losie wychowanków domów dziecka, czy ckliwą bajkę o tym, jak otoczenie cierpi po stracie Joy. Żółta kurtka, którą dostaje, i z którą do końca filmu nie rozstaje się Helen, staje się symboliczną, drugą skórą bohaterki. Dzięki niej Helen po raz pierwszy w życiu ma szansę na obecność w świecie, który do tej pory był dla niej niedostępny: przyjmuje zaproszenie na kolację od rodziców zaginionej dziewczyny, spotyka się z jej byłym chłopakiem, rozmawia z policją. Dzięki żółtej kurtce wreszcie staje się zauważalna. Ten rekwizyt uruchamia w niej potrzebę komunikowania i odbierania uczuć, które przez całe życie głęboko tłumiła.
13241656_police_in_Helen
Helen to kameralny, skupiony portret zwyczajnej dziewczyny, która właśnie wkracza w życie. Powolny rytm filmu, długie ujęcia, teatralnie rozgrywane sceny – wszystko podporządkowane jest ostatecznej decyzji Helen: bohaterka kończy osiemnaście lat i zgodnie z przepisami ma prawo zajrzeć do swoich akt; dowiedzieć się kim właściwie jest. My, widzowie, do końca jesteśmy zakładnikami tej decyzji, która zapada dopiero w finale.
Helen to kino obyczajowe, które nie powiela utartych banałów i schematów: reżyserzy w sposób bardzo celowy i przemyślany ustawili hierarchię ważności scen – nie ma tu na przykład sceny samej wizji lokalnej, która jest przecież motorem całej fabuły. Struktura filmu pełna jest elips czasowych, same ujęcia czasami są przetrzymane, celowo statyczne, bardzo malarskie. Ale nie to w tym debiutanckim filmie jest najciekawsze. Podczas pracy nad cyklem filmów krótkometrażowych Civic Life Series, reżyserzy wypracowali dość niezwykłą formułę: w ich filmach nie grają aktorzy, grają zwykli ludzie, najczęściej przedstawiciele społeczności lokalnej, gdzie kręcony jest film, którzy sami zgłaszają się do konkretnych ról! Chcesz zagrać policjanta? Proszę bardzo! Paradoks polega na tym, że na ekranie tego w ogóle nie widać. Po projekcji padło zresztą z widowni pytanie, w jakiej to szkole aktorskiej uczy się tak dobra studentka (Annie Townsend). Joe Lawlor odpowiedział z uśmiechem: w żadnej, ona jest piłkarką.
Żeby dobić sprawnością i pomysłowością tego duetu muszę zdradzić, że zdjęcia do filmu trwały jedynie 14 dni. I to jest już zupełnie niewiarygodne w porównaniu z końcowym efektem. Może dlatego, że para reżyserów już dawno działa pod szyldem Desperate Optimists?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s