Perfekcyjna fałszywka

6741Film Odgłosy robaków – zapiski mumii szwajcarskiego reżysera, Petera Liechti, zdobył w tym roku Millenium Award na warszawskim festiwalu Planet Doc Review, a na tegorocznym ENH również był pokazywany w sekcji Dokumenty/eseje. Lakoniczny i zwięzły opis z wrocławskiej gazetki festiwalowej brzmi tak: „Medytacja o przekraczaniu progu na bazie dziennika człowieka, który zagłodził się na śmierć”. Każdy, kogo owo „przekraczanie progu” interesuje i dotyka, na pewno taki dziennik chciałby przeczytać, dowiedzieć się jak to właściwie jest, kiedy nie ma już odwrotu, kiedy jesteśmy zawieszeni między życiem a śmiercią, która w końcu musi nadejść? Świadomy wybór śmierci głodowej to fundowanie sobie samotnej, mięsięcznej bezpowrotnej podróży, podczas której ma się dostatecznie dużo czasu na przemyślenie sensu lub bezsensu własnej egzystencji: wyjście dla cierpliwych, którzy siłą własnego umysłu chcą rozładować do końca baterie. Zresztą, czy motywy i pobudki takiej decyzji są aż takie ważne? Czy zawsze muszą być? Bohater filmu, anonimowy autor dziennika, źródeł swojej motywacji nie ujawnia. Pewnego dnia wsiada w pociąg, zbacza z turystycznego szlaku, buduje szałas w leśnych ostępach i cierpliwie czeka na śmierć, relacjonując dzień po dniu żmudną walkę ciała z umysłem. Film zresztą świetnie oddaje atmosferę tych zmagań: autor słucha radia (Bach), czyta książki (Beckett), stopniowo wypala woskowe świece – z wielkim dystansem i humorem opisuje dni, w których nic się nie wydarza. I nie wydarzy.

Peter Liechti zafundował nam bardzo sprawną, bezpretensjonalną rekonstrukcję tego zdarzenia – podbity przez hipnotyczny głos aktora czytającego dziennik z offu, bardzo dobre zdjęcia, niebanalną ścieżkę muzyczną. Mimo pozornego zastoju, bezruchu, wyczekiwania Odgłosy robaków wciągają widza i angażują go emocjonalnie. (Dlaczego samobója muszą popełniać akurat ci najbardziej oczytani, inteligentni, pełni humoru ludzie, z którymi można by przegadać całe życie? Od dziś będę uważnie chodzić po lesie!). Wszystko to piękne, inteligentne, zrobione z delikatnością i wyczuciem. Na wskroś humanitarne, szumnie nazwane filmowym manifestem życia, itp. Paradoks polega jednak na tym, że autor dziennika chce umrzeć, ale nie może. Śmierć okazuje się krnąbrna, prześmiewcza i nierychliwa. A może to tylko ciało broni się uporczywie, nie do końca strawione od środka? Kiedy zostaje przekroczony magiczny próg biblijnej głodówki: mija dzień czterdziesty, potem pięćdziesiąty, potem pięćdziesiąty piąty, wreszcie sześćdziesiąty (Bohater filmu Głód umiera w trzydziestym szóstym dniu głodówki), zaczynamy się zastanawiać: zaraz, zaraz! To chyba niemożliwe?!
Peter Liechti nazywa swój film esejem, jurorzy Doc Review Twórczym Dokumentem. Sam dziennik jest jednak fikcyjnym zapisem opartym na opowiadaniu Until I am a Mummy japońskiego pisarza Shimady Masahiko z 1994 roku.
Z całego filmu prawdziwy jest tylko jeden fakt: był w latach 90. w Japonii człowiek, który właśnie w taki sposób popełnił samobójstwo.
Odgłosy robaków żadnym dokumentem, w sensie gatunkowym, zatem nie są. Owszem, to bardzo sprawna filmowa impresja, która bazuje na dokumentalnej formie. Widz, zasiadając w kinowym fotelu, o tym wszystkim jednak nie wie! I ma prawo czuć się rozczarowany, zmanipulowany, wpuszczony w eschatologiczne maliny. Przy okazji tego filmu można zadać sobie pytanie: jakim cudem Odgłosy robaków wygrały Doc Review?
Nie było tam przecież, skądinąd praktykowanej w kinie od dawna, kategorii mockumentary?

Reklamy

2 responses to “Perfekcyjna fałszywka

  1. 58-letni bezrobotny z Hanoweru popełnił samobójstwo, głodząc się na śmierć na myśliwskiej ambonie w pobliżu miasteczka Uslar w powiecie Northeim na południu Dolnej Saksonii – poinformowały we wtorek niemieckie media.

    Policja potwierdziła doniesienia lokalnego dziennika „Sollinger Allgemeine”, iż przy zmarłym znaleziono prowadzony przez niego dziennik. Ostatni wpis pochodzi z 13 grudnia. Zwłoki odkryto w ubiegły piątek, gdy myśliwi chcieli wymienić kilka spróchniałych desek w ambonie – jednej z setek, znajdujących się w lesistych górach Solling, sięgających 1141 metrów wysokości.

    Z zapisków samobójcy wynika, iż był on od dawna bez pracy, a po rozwodzie z żoną utracił również kontakt ze swą dorosłą córką. Od października nie wypłacano mu już zasiłku dla bezrobotnych i musiał wyprowadzić się z mieszkania. Choć miał uprawnienia do uzyskania pomocy socjalnej, nie skorzystał z tego i był całkowicie pozbawiony pieniędzy. Późną jesienią wyruszył z Hanoweru na rowerze ku odległym o ponad 100 kilometrów górom.

    Notatki zmarłego wskazują, iż głodował na ambonie co najmniej trzy i pół tygodnia, absolutnie nie przyjmując pokarmu i pijąc od czasu do czasu kilka kropel wody. Wyniszczenie organizmu powodowało u niego fizyczne bóle, ale stale deklarował swą wolę rozstania się z życiem.

    Zgodnie z życzeniem zmarłego, dziennik odesłano jego córce.

  2. Skoro doprowadził głodówkę do końca, to widocznie nie taki diabeł straszny jak go malują i dolegliwości bezrobotnego z Hannoveru nie były tak silne, jak ludzie to wyolbrzymiają.
    Gdyby wypił barbiturany w klinice eutanazyjnej Ludviga Minellego, to dopiero miałby bóle z prawdziwego zdarzenia. Krzyczałby wtedy: „Ja płonę! Pali mnie!” I nie mógłby tego cofnąć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s