Dziewiąty horyzont

Na 9 ENH pojechałam dla czystej przyjemności, bez związku i zbytnich oczekiwań. Poprzednie edycje (4,5,6), szczególnie te cieszyńskie, odpowiednio się już w mojej pamięci spatynowały, ułożyły i odleżały, sprawiając, że ilekroć myślę o kanapkach ze śledziem, czarnej czapce z napisem Star Wars, nocach w akademiku „Uśka”, morzu przelenej po drodze wódy, zeżartych hot-dogach, wizytach na czeskich cmentarzach, miejscowości Bila i piwie Bernard oraz stacjonowaniu prawie 24/h z przyjaciółmi w dawnym Komisariacie, robi mi się lżej przed każdym seansem. Miałam też szczeście być na pierwszej wrocławskiej odsłonie ENH, która odbyła się z pompą i rozmachem odpowiednim dla nowych gospodarzy. Wrocław, choć trzy lata temu kompletnie rozkopany, mamił, uwodził, witał chlebem, sypał solą i umilał czas zieloną trawą przed Mediateką. No i wszyscy się starali. Przy stosunku 4 do 9 straciłam wprawdzie urok dziewiczej festiwalowej neofitki, ale zyskałam festiwalowe doświadczenie. W tym roku zatrzymałam się na progu rutyny i powiedziałam sobie: więcej tu nie przyjadę.

Festiwal nieustannie rozrasta się i pączkuje niczym wielka wschodnioeuropejska rafa filmowa, którą przyjeżdza się oglądać z całej Polski. W tym roku doszły nowe cykle i konkursy: międzynarodowy konkurs filmów o sztuce, cykl o montażu, filmy dla dzieci. Skurczył się za to klub festiwalowy Arsenał oraz multipleks Helios, w którym zwiększył się czas oczekiwania na seanse (średnio godzina), wzrosła też ilość karnetów, ale zdecydowanie spadła średnia wieku. Zwiększyła się liczba filmów, ceny w kawiarni festiwalowej, a w siłę urosła polska reprezentacja (retrospektywa Zanussiego i Dumały, konkurs nowe filmy polskie, konkurs polskie filmy krótkometrażowe). Niestety jakoś nie zakreciło mi się w głowie od tego nadmiaru. Nie targały mną rozterki, czy zainwestować czas w Serce na dłoni, Hair albo Zagubioną autostradę. Właściwie miałam jedno, skromne marzenie: zobaczyć film, który urwie mi głowę, rozszarpie serce i zasieje niepokój.

Trzeba zobaczyć:
hunger

Głód Steva McQueen’a był najbliżej. Obejrzałam go drugiego dnia festiwalu i potem już nic nie było w stanie przebić tego seansu. Steve McQueen to ciekawy przypadek trasferu ze świata sztuki do świata filmu. Zdobywca nagrody Turnera (99), uznany artysta (video, rzeźby, fotografie), tegoroczny reprezentant Wielkiej Brytanii na Biennale w Wenecji, rozpoczął właśnie Głodem podbój światowych festiwali (Camera d’Or w Cannes, nagrody w Sydney, Toronto, Londynie) – filmem, który dojrzałością, opanowaniem formy filmowej, prowadzeniem aktorów, w końcu niełatwym tematem, zostawia daleko w tyle peleton współczesnych młodych reżyserów.
Głód jest filmem wymagającym: dużo w nim scen przemocy (wyrafinowane i całkiem proste policyjne tortury w stylu znanej nam z historii ścieżki zdrowia), od których ściska żołądek, dużo fizjologii (smarowanie ścian gównem, śmierć głodowa), dużo monotonii (prawie cała historia rozgywa się w więzieniu), dużo historii (akcja filmu, opartego na faktach, toczy się w roku 1981 podczas strajku głodowego bojowników IRA, którego przywódcą był Bobby Sands).
Steve McQueen wyciągnął dla nas dość paskudną kartę z historii Wielkiej Brytanii – głęboko ukrytego w rękawie brytyjskiego systemu sprawiedliwości przesiąkniętego smrodem i wstydem, króla pik. Beznamiętny, opanowany głos Margaret Thatcher, która systematycznie i z uporem odmawia bojownikom IRA statusu więźniów politycznych świetnie kontruje wysiłki strajkujących.
Od połowy filmu wiemy, że happy endu zdecydowanie nię będzie. Będzie już tylko głód. Do końca.
Steve Mcqueen uniknął wielu pułapek, w których inni pewnie by się z powodzeniem zdołali kilka razy zabić. Głód to film na faktach, ale na szczęście trudno go zakwalifikować do mojej ulubionej kategorii kina historycznego. Jest filmem rozliczeniowym, ale nie jest ani przez sekundę filmem propagandowym. Jest też filmem o wpółczesnym męczenniku, ale nie jest to portret wyidealizowany. Na domiar złego Głód jest wizualnie wysmakowany, zajebiście zagrany (Michael Fassbender – piorunujący niemiecko-irlandzki demon gry), zmontowany, udźwiękowiony, itp. Mówię „na domiar złego” bo nie mam wątpliwości, że taki film w Polsce nigdy by nie powstał.
Oficjalna strona filmu

Kiedy po powrocie do Warszawy dowiedziałam się, że Głód wygrał tegoroczny konkurs międzynarodowy poczułam ulgę. Zresztą i tak nie było innej opcji…

Reklamy

2 responses to “Dziewiąty horyzont

  1. Claudiu Crulic był obywatelem Rumunii. Do Polski po raz pierwszy przyjechał w latach 90. Tuż przed aresztowaniem mieszkał w kamienicy w centrum Krakowa, razem z przyjaciółką – Lice. 11 lipca 2007 widziano ich razem w krakowskim sklepie obuwniczym, w którym ktoś ukradł portfel sędziemu – pisze „Tygodnik Powszechny”.

    Policja podejrzewała, że sprawcami kradzieży są Crulic i Lice. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Jednak sąd nakazał tymczasowe aresztowanie. Claudiu trafił do aresztu przy ulicy przy ul. Montelupich w Krakowie. Według tygodnika, we wrześniu Crulic napisał list do dyrektora aresztu. Chciał skontaktować się z rumuńskim przedstawicielem dyplomatycznym. Oznajmił też, że rozpoczyna głodówkę.

    Jak napisał „Tygodnik Powszechny”, przez kolejne 4 miesiące nikt nie zajął się sprawą aresztowanego mężczyzny z Rumunii. Wiadomo, że Crulic na przełomie października i września był hospitalizowany. Na początku stycznia znów znalazł się w szpitalu więziennym. Był złym stanie, wyniszczony i odwodniony – wynika z faksów ze szpitala do sądu.

    Mężczyzna trafił w końcu do krakowskiego szpitala MSWiA. Tam 2,5 miesiąca temu zmarł. O jego śmierci poinformował konsulat Rumunii. Jak podał tygodnik, matka Crulica, która przyjechała do Krakowa po jego zwłoki, nie rozpoznała syna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s